Gdy niepokój nie pozwala zasnąć….

Czy naprawdę musisz się niepokoić? Żyć w przekonaniu, że musisz się martwić?

Nie musisz.

Twierdzisz, że jednak tak, bo nie wiesz co z pracą, co z twoją przyszłością, z dziećmi, ze światem, z … czymkolwiek? Zwróć uwagę, że gdy tak myślisz – martwisz się o jutro, które nie istnieje. Jest jutrem, a więc przyszłością, która może okazać się całkiem inna od twoich najczarniejszych przewidywań. Ja osobiście, gdy zaczynam w ten sposób myśleć, by przerwać ciąg zmartwień i niepokojów uzmysławiam sobie, że jutra w ogóle może nie być. To ucina wszelkie wewnętrzne dyskusje.
To, czym należy się przejmować i czym trzeba żyć – jest tu i teraz. Tu i teraz ma wpływ na przyszłość – to prawda, swoje bieżące działania należy więc ukierunkować na poprawę przyszłości, ale nikt nigdy w pełni nie przewidzi skutków tych działań, a tym bardziej działań innych osób, na które nie można mieć wpływu.
Obsesyjne myślenie o jutrze i obsesyjny niepokój blokuje twoje działanie tu i teraz i nie prowadzi do niczego. Nie przejmuj się więc tak, bo to nie ma sensu, nie pozwala zasnąć w spokoju, a że w natłoku codzienności tak trudno o spokój podaruj go sobie przynajmniej przed zaśnięciem.

Niepokój silnie zakorzeniony w kulturze

Do odczuwania niepokoju programują nas nasze społeczne i kulturowe „programy”. Jesteśmy zaprogramowani na wiele autodestrukcyjnych emocji, a niepokój jest zaledwie jedną z wielu. Jak często zdarza ci się myśleć bądź mówić „troszczę się o dziecko, więc się niepokoję”, „kocham męża / żonę, więc się o niego / o nią martwię”, „przez ten kryzys ciągle niepokoję się o swoją pracę”, „boję się, że zachoruję, albo coś stracę”? Każdy z nas ma inklinacje do takiego myślenia, utwierdzają nas w nim sygnały generowane przez innych ludzi i przez media. Czas z tym skończyć, bo życie przecież nie na tym polega, by martwić się o coś, co może nigdy nie nastąpić. Planując cokolwiek w życiu trzeba brać pod uwagę wszystkie przewidywalne okoliczności, ale planowanie nie polega na odczuwaniu lęku, planowanie jest działaniem mającym na celu doprowadzenie do realizacji planów. I nic więcej. Lęki, obawy i niepokoje nie są w tym przypadku pomocne.

Czy masz wpływ na to, o co się martwisz?

Zazwyczaj martwimy się o to, na co wpływu nie mamy lub nasz wpływ jest tak naprawdę minimalny. Jeśli troszczymy się o zdrowie powinniśmy zadbać o dietę i higieniczny tryb życia – lęk przed chorobą zablokuje nasze działania na tym polu. Jeśli martwimy się o pracę – powinniśmy na co dzień wykonywać ją jak najlepiej – lęk przed utratą stanowiska jedynie przyczyni się do stresu i obniżenia wydajności. Jeśli martwimy się o to, czy dzieci poradzą sobie w życiu – motywujmy je do rozwoju, nauki i pracy nad sobą, na nic więcej nie możemy mieć wpływu.

Czy lubisz się niepokoić? Może masz w tym ukryte korzyści?

O pozornych korzyściach wynikających z autodestrukcyjnych zachowań i emocji często pisze Wayne Dyer, jeden z moich ulubionych autorów poradników psychoterapeutycznych. Faktycznie stan niepokoju daje pewne korzyści na teraz. Korzyści pozorne oczywiście, bo trudno osiągnąć jakąś konkretną i wymierną korzyść z nieróbstwa i odkładania wszystkiego na później. Odczuwając niepokój dajemy sobie pozwolenie na nic nie robienie (tak się martwię, że na niczym nie mogę się skupić). Niepokój jest doskonałą wymówką wtedy, gdy obawiamy się podjęcia ryzyka – ponownie dajemy sobie pozwolenie na bezczynność. Niepokój jest wreszcie doskonałym usprawiedliwieniem zachowań, które szkodzą nam na co dzień. Oto kilka z nich:
Mam nadwagę – no cóż, stale odczuwany niepokój każe mi sięgać po przekąski, w związku z tym nie mogę schudnąć,
Nie potrafię rozstać się z papierosem, no ale jak się rozstać skoro stale się o coś martwię, a rzucenie palenia dobiłoby mnie dodatkowym stresem.
I wreszcie egoistyczna pobudka najcięższego kalibru: niepokój skutkuje bezsennością i odbija się niekorzystnie na zdrowiu – chorując (i niepokojąc się) wymuszasz współczucie u innych.

Nikt nie jest doskonały

Przyznaję, że sama często się niepokoję, ale bardzo szybko identyfikuję tę destrukcyjną emocję, a gdy już się na niej przyłapię natychmiast przekierowuję się na działanie. Gdy niepokój pojawia się przed zaśnięciem wyobrażam sobie coś ciekawego (przypominam ulubione baśnie, patrzę w gwiazdy, wyobrażam sobie nieskończoność) i zasypiam. Odczuwania niepokoju można się oduczyć i choć zapewne nikt nie jest w stanie całkowicie tego uczucia wyeliminować można je oswoić i zmarginalizować na tyle, by nie przeszkadzało w aktywnym życiu i spokojnym wypoczynku.

I tego wszystkim Wam życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− jeden = jeden