Jaka jest najlepsza pora na sen?

Każdy z nas w pewnym stopniu podlega dobowemu rytmowi aktywności. Jednak, o czym już pisałam kiedyś, nasza doba nie jest tożsama z dobą zegarową. Z niewiadomych przyczyn, gdyby pozostawić nas bez zegarków najprawdopodobniej będziemy funkcjonować w rytmie zbliżonym do 25-26 godzin zegarowych. To daje asumpt do przeróżnych spekulacji, ale dopóki nie ma więcej rzeczowych danych na ten temat, nie mam ochoty zagłębiać się w takie domniemania. Pochodzimy z Kosmosu, kiedyś ziemia obracała się inaczej? Nie wiem, więc nie będę zmyślała.
Równie nieprawdziwe i mityczne jest stwierdzenie, że każdy z nas powinien spać o tej samej porze. Nasze rytmy dobowe nie są zbieżne i  nie zostały wymuszone rozwojem cywilizacyjnym. Tak po prostu było i jest. Wiele przypadków bezsenności wiąże się właśnie z próbą wymuszania na sobie zgodności z powszechnie przyjętymi wierzeniami na temat snu. Świadomie posługuję się tu określeniem „wierzenia”, bo pomimo naukowej otoczki, żadna nauka za tym nie stoi.
Śmiejemy się z zabobonów naszych przodków, a zapominamy, że w tamtych czasach też stanowiły pewniki i były udowodnione „przez mądrych mężów”. My tak samo wierzymy w szkodliwość jajek, masła, opowiadamy mity o cholesterolu, które są zbałamuconą wersją wyników badań naukowych, karzemy dzieciom iść wcześnie spać, bo tak zdrowo, pijemy szklankę mleka przed snem, gdyż ma nam pomóc zasnąć. Są nawet tacy, którzy kładą książkę pod poduszkę, bo dzięki temu ponoć uczą się przez sen. Cóż można dodać? Proponuję trzymać się za nos przez 5 minut albo klepać w czoło kapciem. Jeśli zaś włożymy pod poduszkę rolkę papieru toaletowego to w czasie snu wyleczymy wrzody żołądka.
Niesmaczne żarty? Gdybym napisała, że amerykańscy uczeni zalecają takie praktyki na pewno znaleźliby się ludzie pragnący je wypróbować. I tak nie mam pewności, czy ktoś nie weźmie tego na poważnie. Wobec takich i innych zabobonów związanych z żywieniem, snem i wieloma innymi dziedzinami życia pozostajemy całkowicie bezkrytyczni. 80% zasobów internetu to takie zabobony.

Sen przed północą najbardziej wartościowy?

W takim razie postarajmy się o więcej krytycyzmu wobec tego powszechnego mitu. Czy rzeczywiście kładzenie się spać przed północą jest zdrowe i powinno być stosowane przez wszystkich? Dla wielu ludzi będzie konieczne. Są to osoby, które w naturalny sposób budzą się wcześnie, a późnym wieczorem szybko czują się senne. Jednak spory procent społeczeństwa reaguje inaczej. Takie osoby idąc spać przed północą same będą wpędzać się w bezsenność. Długie godziny przewracania się z boku na bok tylko napędzają stres i powodują jeszcze większe zmęczenie. Problemem jest tu oczywiście praca, do której trzeba wstać wcześnie rano. W tym wypadku radzę takim osobom zaopatrzyć się w preparaty ułatwiające zasypianie i spać ok. 5 godzin w nocy, a później z 2 po południu. Preparaty bierzemy w tym wypadku po to, by spać mocno i rano móc podjąć swoje obowiązki.

Generalnie do pewnego stopnia za pomocą takich środków może zmienić swój rytm dobowy i dostosować go do wymogów życia zawodowego. Zawsze jednak lepiej jest wspierać własny rytm niż go na siłę przestawiać. Dopowiem jeszcze jedno. Dla mnie osobiście najwartościowszy sen to ten w porze pomiędzy 7.00 a 10.00 rano. Wiele lat wstawałam o godzinie 5.00, bo taką miałam pracę. To i tak nie zmieniło preferencji mojego organizmu.

Czy zawsze kłaść się o tej samej porze?

Skoro już jesteśmy przy micie związanym z porą kładzenia się do łóżka, to warto rozpatrzyć jeszcze jedną ważną rzecz. Czy właściwie jest kładzenie się spać o tej samej porze? Niemal wszędzie znajdziecie kategoryczne stwierdzenia, że w ramach walki z bezsennością trzeba kłaść się o tej samej porze. Prawda jest nieco bardziej skomplikowana.

Jeśli nie masz problemów z zasypianiem jest to jak najbardziej wskazane. Zgodnie z własnym rytmem lub raczej w trybie do niego zbliżonym (wiadomo już, że rytm ten nie pokrywa się z dobą zegarową) idziemy spać o tej samej porze i o tej samej wstajemy. Dla kogoś godziną pójścia do łóżka będzie 21.00, a dla innego północ lub 2.00 w nocy.

Inaczej to wygląda, gdy mamy problemy z bezsennością. Sprawa wiąże się z reakcjami wyuczonymi i specyficznym przystosowaniem naszego układu nerwowego i hormonalnego. Coś kiedyś to funkcjonowanie musiało zakłócić. Być może usilne kładzenie się spać za wcześnie, gdy nasz organizm wymagał czego innego. Może nadmiar stresu lub jakaś choroba. Teraz stała godzina kładzenia się do łóżka nie jest dla organizmu sygnałem, że czas spać. Wręcz przeciwnie. Wzbudza się te wszystkie reakcje, które z racji przyzwyczajenia będą nam przeszkadzać w zasypianiu.

Z czym kojarzy się łóżko cierpiącemu na bezsenność? Ze spaniem? Nie! Z męczącymi godzinami spędzonymi na przewracaniu się z boku na bok. Nawet, gdy minie pierwotna przyczyna bezsenności te skojarzenia nadal mogą utrudniać zasypianie. Dodatkowym mechanizmem skojarzeniowym będzie pora snu.

Gdy więc leczymy bezsenność może się okazać, że lepiej chodzić przez jakiś czas o różnych porach spać. Raz dwie godziny później, a innym razem wcześniej. By zahamować niekorzystne procesy psychologiczne i fizjologiczne, wspieramy kurację preparatami na sen i problem w wielu wypadkach powinien zniknąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− sześć = jeden