O stresie w jego poważnych odmianach cz. 2

Niezależnie od tego czy zwrócimy się po pomoc do psychologa, trzeba samemu także coś zrobić z tym problemem. Tu i teraz. Znowu napotykamy ścianę. Bowiem owo „tu i teraz” może stanowić kolejny powód do stresu. Chcemy jak najszybciej się uspokoić i wrócić do względnej normalności, a tymczasem właśnie ta chęć, to dążenie, stresuje nas jeszcze bardziej. Takie zamknięte koło.
Niełatwo stwierdzić, że mamy czas, gdy skurcze lub odwrotnie rozluźnienie i brak kontroli nad mięśniami, niemal uniemożliwiają wyjście z domu. Gdy cały czas dręczy nas niepokój, który musimy uznać za irracjonalny. Wszystko wydaje się w porządku, a niepokój zamiast opadać jeszcze narasta. Nie wiadomo co z sobą począć.
Co w praktyce można naprawdę zrobić? Po pierwsze trzeba zająć czymś swój umysł. Oznacza to świadomą rezygnację z uspokajania się na siłę. Jedną z najlepszych form jest tu rozmowa z bliskimi osobami lub po prostu jakaś forma życia towarzyskiego. Jeśli nie możesz wyjść z domu, to zaproś kogoś do siebie. Nie mam tu na myśli rozmów o problemach, Twoich problemach, lecz coś bardziej niezobowiązującego. Inny skuteczny sposób, który na pozór może wydać się hipokryzją, to zajęcie się problemami kogoś innego. Porozmawiaj o problemach innych osób i chwilowo zapomnij o własnych. często łatwiej pomóc innym niż samemu sobie. Przy czym nie chodzi o serwowanie „dobrych rad”, lecz życzliwe wysłuchanie.
Trzeba tylko pamiętać o jednym. Nasze problemy nie mogą skłaniać nas do lekceważenia problemów innych ludzi. Nie powinniśmy też agresywnie wskazywać im rozwiązań.
Jeśli mamy jakieś pasje intelektualne lub naukowe, warto zająć umysł właśnie tego typu problemami. Poczytać jakieś interesujące książki czy artykuły, przewrócić internet „na drugą stronę” w poszukiwaniu nowych informacji. Wszystko zaś sprowadza się do jednego. Zamiast uciekać od problemów, musimy zamienić je na inne. Powodzenie tej metody opiera się na pewnym ważnym szczególe. Bodźce muszą być nowe, czyli nie chodzi tu o powrót do zwykłej codziennej rutyny, i muszą wywołać u nas silne zainteresowanie.
Ileż to napisano już o słuchaniu muzyki relaksacyjnej czy o oglądaniu komedii. Pomijając już fakt, iż znalezienie komedii na poziomie – takiej nie kręconej przez idiotów dla idiotów – jest wyczynem nie lata, to trzeba zdać sobie sprawę z tego, że te wszystkie relaksacyjne metody działają dobrze przy niskim natężeniu napięcia psychicznego. Gdy przekracza się pewną granicę będą tylko szkodziły. Bardzo naiwne jest myślenie, że spokój daje spokój. Dodatkowo nie każdego uspokaja muzyka relaksacyjna. Mnie drażni. Znam też i takich ludzi, których uspokaja ciężki rock czy heavy metal. Jesteśmy nadmiernie karmieni powielanymi bez końca „sposobikami” na stres, które działają pod warunkiem, że ktoś nie jest zestresowany (sic!).
Zaś od strony doraźnych środków, w takim stanie obowiązkowa niemal staje się suplementacja magnezem. W stresie tracimy go mnóstwo. Najlepiej brać magnez przed snem. Dobrze też będzie zaopatrzyć się w jakieś lepszej jakości tabletki na stres lub bezsenność. Tylko proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie chodzi mi o uzależniające preparaty typu Relanium. Nie wywołujmy u siebie uzależnienia. Silne środki uspokajające na dłuższą metę nam nie pomogą, lecz wręcz zahamują powrót do normalności.

Co z alkoholem?

Możemy zadać jeszcze jedno pytanie i spróbować odpowiedzieć na nie naprawdę uczciwie. Co z alkoholem? Wszyscy piszą, że alkohol nie jest dobrym rozwiązaniem ani w przypadku silnego stresu ani też bezsenności. Czy jednak nie odnosicie wrażenia, że alkohol potępia się zawsze i wszędzie przy każdej okazji niemal siłą rozpędu? Całkowicie bezkrytycznie? Zgodnie z Conradowskim „tak trzeba”?

Nie mam zamiaru bronić picia alkoholu ani promować tutaj alkoholizmu. Pragnę tylko zwrócić Wam uwagę na to, że ludzie piszący w taki sposób o alkoholu tak naprawdę nie zastanawiają się nad słusznością propagowanych sądów. Stwierdzenie, że alkohol jest zły należy do dobrego tonu! Nie wypada napisać czegoś innego.

Ku niezadowoleniu bardziej zasadniczej części społeczeństwa lubię sprawdzać takie niepodlegające dyskusji dogmaty. Dość często okazuje się, że jest to miara przykładana na wyrost. Odpowiem Wam więc na pytanie o alkohol po swojemu. Jeśli pijesz codziennie, nawet tylko kieliszek wina, to jesteś w bardzo niebezpiecznym miejscu swojego życia. Jeżeli zaś od czasu do czasu się upijasz, to także nic dobrego. Jednak pomimo tego wszystkiego i wielkich spustoszeń dokonywanych czasem w życiu przez alkohol, a wierzcie mi widziałem to wiele razy, ośmielam się twierdzić, że alkohol może pomóc w stresie. Byle pozostawał pod kontrolą.

Wiadomo, że niewielka ilość alkoholu rozluźnia układ nerwowy. Nie ma powodu byśmy nie skorzystali z tego naturalnego dobrodziejstwa. Musimy tylko spełnić trzy warunki. Po pierwsze pijemy w małych ilościach. Nigdy nie przekraczamy równowartości 100 ml czystej wódki. Po drugie nie pijemy codziennie. Pomiędzy drinkami czy piwami musi być zachowana odległość czasowa 3-4 dni. Nie ma dyskusji i nie ma wyjątków od tej reguły! Wreszcie po trzecie, pijemy wieczorem, gdy już uporamy się z wszystkimi obowiązkami.

Wiem, że ten artykuł burzy sporo stereotypów, a to co napisałem na końcu nie zadowoli ani zwolenników picia alkoholu ani jego przeciwników. Może jednak zmusi kogoś do myślenia, a niejednej osobie pomoże zmniejszyć psychiczne napięcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


× trzy = 21